app-store-small.png googleplay.png

Tajemnica za szklaną kurtyną

Nový Bor, 13.–15. 6. 2014

Rozmowy

matragi.jpgWywiad z Blankou Matragi

W czasie dzisiejszych warsztatów nie można było nie zauważyć, że jest Pani całkowicie pochłonięta swoją pracą. Równocześnie odgrywa się tutaj swego rodzaju teatr, ponieważ zaprasza Pani do współpracy wszystkich wokół i chętnie przyjmuje i zauważa ich reakcje oraz energię. Czy mam rację? 

Tak, taka właśnie jestem. Każdy artysta żyje w swoim mikroświecie, w którym coś tworzy, a potem czeka na reakcję innych. Ale dzisiaj było wspaniale, właśnie ta bezpośredniość tych imprez tutaj, to że ludzie klaszczą, przyniosą kwiaty i szereg prezentów –jest dla mnie niespodzianką. Młodzi ludzie na warsztaty przynieśli swoje prace, by skonsultować czy mają talent. Myślę, że to jest intencją tych warsztatów. Turystyka to podróże, odkrywanie i łączenie. Kiedy coś tworzę, chcę aby to cieszyło również tych co tworzą razem ze mną.

Każdy kto obserwuje Pani pracę nie może nie zwrócić uwagi jak Pani dba o szczegóły. Widać, że kontroluje Pani fotografów i kamerzystów, myśli na to co z tej imprezy powstanie, jest Pani zawsze o krok do przodu. Dodatkowo robi to Pani w sposób zabawny, można powiedzieć że jest to swego rodzaju „teatr“?

Jestem „teatrem“, a zwracania uwagi na szczegóły nauczyło mnie życie. W przeszłości nie doceniłam wielu rzeczy, a później żałowałam, że nie mam tego udokumentowanego. Dawne obrazy tego wydarzenia w myśli ludzkiej już nie są tak ostre, jak kiedyś. Można tylko żałować, że te wyjątkowe chwile pomału zanikają. Kiedy małe dzieci proszą o autograf na rękę lub pani w ciąży o podpis na brzuchu – to jest niesamowite! Mogę dać jej błogosławieństwo, aby to nowe życie się rozwijało i narodził się mały człowiek obdarzony wielkim darem, który mamy my artyści. Ponieważ rozumiem moc tych chwil, dbam o ich udokumentowanie.

Na koniec chciałabym zadać dwa pytania, które słyszą ode mnie wszyscy goście MEET CZECH DESIGN. Co dla Pani osobiście znaczy design?

Myślę, że design dla każdego twórcy oznacza wyrażenie siebie i przekazanie myśli, które mu chodzą po głowie. W każdej dziedzinie design jest pośrednikiem w komunikacji z otoczeniem. Jest to niesamowita możliwość, kiedy człowiek przez różne działania i wydarzenia, jak np. MEET CZECH DESIGN, może to wszystko wyrazić.

Jak Pani osobiście rozumie projekt MEET CZECH DESIGN?

Uważam, że idea projektu jest wspaniała. Łączy miasta, ludzi, media i prowadzi wszystkich do aktywności i porozumienia, by stworzyć coś dobrego, a zarazem edukacyjnego. Myślę, że są to wyzwania, przez które możemy się realizować i konfrontować z naszymi kolegami. Pośredniczenie w komunikacji między artystą, a otaczającym go światem przebiega tu w sposób bardzo spontaniczny i jest to miłe spotkanie. Popieram to i tak trzymać.

boreksipek.jpgWywiad z Bořkiem Šípkiem

Co  dla Pana oznacza design? 

Dla mnie osobiście design oznacza pracę, to mój zawód, ale design jest dla mnie przejawem naszej dzisiejszej kultury. Jest to część naszego życia, coś co wpływa na nasze życie codzienne  i świąteczne.  Jest dyscypliną stosunkowo młodą, ale mającą coraz większe znaczenie dla rozwoju naszej kultury.

Co sądzi Pan o Meet Czech Design?

Uważam, że jest bardzo ważne, aby powstawały projekty tego rodzaju. Wielu ludzi jeszcze nie uświadamia sobie roli designu , a co najważniejsze brak takiej świadomości wśród producentów. Często swoje produkty jakoś przygotowują, ale nie zdają sobie sprawy, że design to taka estetyczna wartość dodana , która może mieć konsekwencje ekonomiczne.

Łączy Pana z Novým Borem jeszcze coś innego niż Pańska huta szkła Anežka?

Nie, nie mam tu żadnych korzeni, od  urodzenia jestem mieszkańcem Pragi. Do Nového Boru przyjechałem po raz pierwszy kiedy miałem 16 lat, ponieważ miałem bliskie kontakty z panem Roubíčkiem, który mnie tutaj przywiózł. Zawsze pragnąłem być architektem , szkło mnie nigdy nie interesowało. Wszystko zmieniło się, kiedy wybudowałem swój pierwszy dom i chciałem zrobić do niego żyrandol.  Było to w 1982 roku i od tamtej pory wpadłem i pracuję ze szkłem.

Jeśli Pan pozwoli, chciałabym sparafrazować, ponieważ gdzieś przeczytałam, że Anežka jest jak Pana dziecko i że zawsze chciał Pan tak nazwać swoją córkę. Więc ta huta szkła gdzie jesteśmy teraz, jest Pana spełnionym marzeniem , a mnie interesuje jakim dzieckiem jest  Anežka?

Anežka  jest na pewno grzecznym dzieckiem (śmiech), ale to wychowanie nie jest proste.  W dzisiejszych czasach przemysł szklarski nie ma się najlepiej, łączy się to naturalnie z problemami. Nam się jednak udało stworzyć warunki, których nie ma w innym miejscu. Każda inna firma dostosowuje urządzenia techniczne  do swoich potrzeb, a człowiek się musi bardzo podporządkować. Tutaj udaje się nam robić tak jak chcemy
 
Zaczynają już przychodzić uczestnicy Pana warsztatów, które zaczną się za moment. Na koniec zapytam więc, co będziecie dziś tworzyć?

Teraz dokończymy łatwiejsze rzeczy, kieliszki, ale na początku warsztatów zaczniemy tworzyć szklaną sofę, która potem pojedzie do Japonii.

Wywiad z panem Davidem Sobotką (kuratorem MEET CZECH DESIGN w miejscowości Nový Bor)

Co  dla Pana oznacza design ?

Dla mnie osobiście oznacza całkowite poświęcenie się temu tematowi, dlatego, że już od czasów studenckich kierowałem się w stronę designu. Jak każdy uczeń szkoły artystyczno-przemysłowej  chciałem studiować na UMPRUM (Akademii Sztuki Użytkowej), by w końcu zdecydować się na pracę u Bořka Šípka, który był moim największym nauczycielem designu architektury i sztuki. Ta praca pochłonęła mnie na 18 lat i była moją szkołą designu.

Co dla Pana, jako kuratora, znaczy Meet Czech Design?

Dla mnie osobiście to oznaczy rok pracy  - z profesjonalnego punktu widzenia.  Z drugiej strony -   pełne zadowolenie. To niesamowite jak nam się udało rozkręcić Nový Bor i okolice, nie tylko ze względu na szkło, ale i dzięki przenikaniu się i przekraczaniu granic w designie.

Może warto naszym czytelnikom przybliżyć , na czym polega przygotowanie takiej wystawy i dużego projektu?

 Byłem odpowiedzialny za przygotowanie wystawy, jeszcze kiedy byłem menedżerem  Bořka Šípka, więc przygotowywaliśmy olbrzymie wystawy na całym świecie. Oczywiście trzeba było poświęcić kilka miesięcy na przygotowanie teoretyczne i wybór obiektu. Potem prace fizyczne, trwające około miesiąca, kiedy trzeba wybrać poszczególne eksponaty, wyczyścić je i zapakować. Kiedy wysyła się je do Nowego Jorku, należy zagwarantować,  że dotrą na miejsce w dobrym stanie. Powoli zaczyna brakować czasu i nagle nadchodzi ostatni tydzień, a potem godziny, które odliczamy do rozpoczęcia wernisażu. Wtedy już nie można wytargować nic z tego czego się nie zdążyło , trzeba zdążyć ze wszystkim.
 
Zawsze da się zdążyć ze wszystkim ?

Bořek uczył mnie maksymalizmu. W naszym zaangażowaniu się spoty kaliśmy. To właśnie mnie najbardziej podnieca na świecie artystycznym, że artyści, aby osiągnęli maksimum, często czekają do ostatniej chwili, co z kolei dla pragmatycznego menedżera jest czymś przeciwnym
Festiwal się jeszcze nie skończył, ale i tak zastanawiam się jakie są Pana wrażenia?

Człowiek jest cały czas zdenerwowany i pyta sam siebie, czy ten koncept komunikowaliśmy właściwie i czy zostanie jednoznacznie zrozumiany.  Muszę jednak z dumą powiedzieć, że w ciągu ostatnich dwóch dni  otrzymałem bardzo pozytywne opinie od właścicieli i od zwiedzających. Tak więc  to co tu Pani  widzi , według mnie naprawdę się udało, zrobiliśmy to doskonale .Ja zawsze mówię, że osiągnęliśmy sukces dzięki szklarzom, ponieważ to oni stoją za każdą konkretną rzeczą.

vavra.jpgWywiad z Davidem Vávrou

W swojej twórczości zajmuje się Pan metodą nazywaną fusing.  O metodzie tej  mówił Pan  na wykładzie, którego mogli wysłuchać uczestnicy MEET CZECH DESIGN . Czym dla Pana jest fusing?

Fusing  przynosi radość, psychoterapię, a może nawet radość innym, ponieważ jest to metoda podobna do tworzenia kolaży.  Można z nią pracować tak samo, dlatego, że układa się kolorowe szkło na siebie, a ponieważ szkło jest materiałem bardzo wdzięcznym i plastycznym, przypadek bardziej pomaga niż przeszkadza. Właściwie nawet nie znając technik szklarskich, które są bardzo trudne , można na siebie układać małe kawałki szkła, posypać frytami, a następnie stopić. To szkło później płynie, robi pęcherzyki, a kiedy się je podświetli , porusza się, ze słońcem promienieje i ożywa, a to jest jego kolejna  piękna cecha.

Mówi Pan o fusingu z prawdziwym entuzjazmem. Co właściwie wywołuje u Pana takie emocje?

Architekt tak naprawdę jest niewolnikiem budownictwa, w trakcie pracy musi pokonywać wiele przeszkód. Te problemy są jednak również częścią efektu końcowego. Następnie przychodzi artysta, który wprowadzi tam dzieło sztuki i stanie się gwiazdą. Zadałem więc sobie pytanie , dlaczego się tak męczę na budowach , a ten końcowy, najprzyjemniejszy etap zostawiam komuś innemu. Co więcej, muszę artyście jeszcze wszystko wytłumaczyć. Dość bezczelnie ten obszar więc zagarnąłem  dla siebie i daje mi to upragnioną radość.

To mi przypomina jedną z Pana wypowiedzi, często parafrazowanych, a mianowicie, że architektura powinna służyć ludziom. Nadal Pan myśli, że to prawda?

Architekt pełni  służebną rolę  wobec tego, kto  inwestuje niemałe środki finansowe   i to właśnie inwestor ma się czuć jak król. Nie może więc to dzieło sztuki go przysłaniać, nie ma mieć poczucia, że przeszkadza,  że ten kto płaci jest osobą zbędną. Dziś często się to tak prezentuje, obiekty na fotografii  sprawiają one wrażenie estetycznego konceptu, gdzie dziecko i jego zabawka przeszkadzają, nie pasują.

Co dla Pana znaczy design?

Nie wiem  czy design to samodzielna dyscyplina . Wolałbym, żeby zawierała się w ramach mego zawodu.  Architekt  powinien zaprojektować budynek aż po klamkę, a nie oddzielać klamki od domu. Myślę również, że kiedy ktoś projektuje biżuterię , tak tworzy biżuterię, a nie design. Ja zbytnio nie wierzę w samodzielny design. Myślę, że poszczególni artyści w różnych dziedzinach mieli by sobie z  tym poradzić. Moim zdaniem samodzielny zawód designera jest wyjęty z kontekstu. Z drugiej strony, każda praca, która niesie pozytywną energię , jest dobra. Design przynosi radość, a więc jest to dobra rzecz, a ja to uznaję.

peterolah.jpgWywiad z Peterem Olahem i Larsem Kemperem

Na Meet Czech Design trwają równocześnie dwie Panów wystawy. W pierwszej kolejności chciałabym zwrócić uwagę na projekt dla uzdolnionych studentów – Flowers for Slovakia. Co ten projekt właściwie oznacza?

Peter: Flowersfor Slovakia jest swego rodzaju przekazywaniem. Kiedy dam Pani kwiatek lub daję jakiś prezent, wyrażam tym szacunek. Nasz projekt ma dwa poziomy, jeden to połączenie studentów z profesjonalnymi designerami, którzy potrafią przekazać swoje doświadczenia. Drugi to połączenie studentów z producentami, od których mogą przejąć know-how, ale równocześnie potrafią dla nich tworzyć, w przyszłości mogą być ich pracownikami, designerami. Projekt ma jeszcze słowacki wymiar, w jakiś sposób pomagamy Słowacji, ponieważ prezentujemy ją w świecie. Powstał na Słowacji, na politechnice, jest więc związany z tym krajem, ale równocześnie nie jest projektem narodowym.  Jesteśmy otwarci, w projekcie zaangażowani są studenci z innych państw, z Czech, Austrii. Zapraszani przez nas designerzy pochodzą również z różnych krajów. Projekt coraz wyraźniej zyskuje wymiar międzynarodowy.

Jak można poznać najlepszych studentów? W jaki sposób wybieracie Panowie studentów do projektu?

Peter: W trakcie pierwszej edycji nikt nie znał Flowersfor Slovakia i krąg studentów był bardzo ograniczony. Koncepcja od samego początku opierała się o zasadę, że wybierzemy więcej studentów, którzy będą ze sobą konkurować, tak jak w prawdziwych studiach designu. Studenci więc rywalizują między sobą i krystalizuje się „core team“ projektu. Tak było przy pierwszej edycji. Kiedy, przed dwoma laty zaczęliśmy drugą edycję, zainteresowanie było ogromne i mogliśmy wybierać z ogromnej liczby portfolii. Także węższa selekcja poprzedzona była wieloma rundami, pierwszy wybór wstępny przeprowadziła Michaela Lipková razem z innymi. W ten sposób stopniowo powstawała czołówka i musieliśmy wybrać „creme de la creme“. Jak się okazało i z tej czołówki tylko część była naprawdę zmotywowana by osiągnąć doskonałe wyniki.

 Drugi projekt pod nazwą Gastarbeiter dotyczy Panów wspólnej twórczości. Czy można go przybliżyć naszym czytelnikom? 

Peter: Gastarbeiter to nasze działania w wolnym czasie. Ponieważ ja i Lars pracujemy w firmach międzynarodowych i robimy design przemysłowy, który jest dokładnie zdefiniowany, wyraźnie ograniczony. Dlatego stwierdziliśmy, że chcemy robić coś zupełnie innego, coś dla zabawy. Jesteśmy designerami, także projekt jest dla nas gotowy w momencie kiedy gotowy jest design, a rezultat  wygląda tak jak chcemy. Nigdy nie myśleliśmy o aspekcie komercyjnym tego projektu. Przez wszystkie lata istnienia Gastarbeiter jest tak naprawdę kosztownym hobby, które uprawiamy z pasją.
Lars: Obaj pracujemy w dużej korporacji, w dziedzinie designu przemysłowego, który jest bardzo surowy dla kreatywności. Jest więc rzeczą naturalną, że szybko może nas dotknąć syndrom wypalenia. Dlatego staramy się znaleźć przestrzeń, gdzie będziemy mogli tworzyć i robić nowe rzeczy. A nie brakuje nam sukcesów. J Przez lata wspólnie zrobiliśmy wiele, mówimy o długim czasie, całej dekadzie. Jest to satysfakcjonująca współpraca. Może nie widać tutaj efektu ekonomicznego, ale jest to dla nas bardzo ważne. Pomaga nam odświeżyć umysł, a to jest tak naprawdę najważniejsze.

Obie wystawy są otwarte dla czeskich odwiedzających tylko w czasie trwania MEE CZECH DESIGN. Czy nasi czytelnicy mogą zobaczyć je gdzieś jeszcze? 

Peter: Obie wystawy są już po premierze w swoich krajach i podróżują po całym świecie. Na przykład z Flowersfor Slovakia właśnie wróciliśmy z Berlina, gdzie zdobyła nagrodę za wyjątkowe dzieło między wystawcami. Projekt Flowersfor Slovakia – Handle with Care już się kończy i dziś symbolicznie zamyka swoją podróż na miejscu, gdzie się zaczynał. Nie twierdzę, że nie może być nadal wystawiany. Teraz do niego nawiąże raczej projekt Lost&Found, z którym wróciliśmy z Polski, a naszym celem jest Mediolan i Design Week. Jest to oczywiście kamień milowy dla studentów, ponieważ możliwość prezentacji na Design Week to nadal wielkie marzenie.

libena.jpgWywiad z panią Liběną Rochovą

Pani nazwisko raczej łączy się z takimi materiałami, jak  tkaniny i papier. Mimo to wiem, że w 2008 roku ,tutaj w miejscowości Nový Bor, konkretnie w tej hucie szkła ,  pracowała już Pani na nowym projekcie razem z panem Petrem Novotným.  Jaka była Pani droga do szkła?

Mam do szkła wielki szacunek, podziwiam  pracę czeskich szklarzy na całym świecie.  Miałam jakiś nowy pomysł na swoją twórczość i z tą myślą w głowie poszłam się poradzić z Dan§ Zámečníkov§, która mnie skierowała do mistrza w swojej dziedzinie, pana Petra Novotnégo.  Pełna tremy za swą śmiałość,  że chcę robić coś, choć nie jestem szklarzem, udałam się do niego. Panu Novotnému się ten pomysł od razu spodobał, więc spróbowaliśmy i powstał Hołd szkłu , biżuteria zaprojektowana do sukienek. Pokaz odbył się w DOXie, w ramach Designbloku, kolekcja została nominowana na Czech Grand Design, następnie miałam wystawę z pokazem w Nowym Jorku, niektóre z tych przedmiotów były w Brukseli i w innych miastach.

Od tamtej pory pracowali Państwo na innym projekcie ?

Miałam taki plan, ale niestety nie udało się go zrealizować, z powodu innych obowiązków zawodowych, ponieważ uczę na UMPRUM (Akademia Sztuki Użytkowej)  i mam swoją własną pracę.

Teraz przyszła oferta współpracy  w ramach Meet Czech Design?

To prawda. Zadzwonił do mnie David Sobotka z tą propozycją, a ja przyjęłam ją z prawdziwym entuzjazmem. Teraz jesteśmy po trzech godzinach moich warsztatów i sprawiło mi to ogromną przyjemność.  Oczywiście przez szacunek do czeskich szklarzy przyjechałam tutaj pełna pokory  i cały czas jestem świadoma swojej śmiałości. Znowu poczułam te same uczucia co poprzednim razem. Wcześniej Petr Novotný, a teraz Petr Kuchta, obaj ucieleśniają moje wyobrażenia. Między nami musi być jakaś więź. Mam pomysł w głowie, ale nie robię dokładnych rysunków, ponieważ bardziej chcę wywołać jakieś wrażenie i z nim dalej pracować. Chciałabym współpracować na takim poziomie , że przynoszę pomysł, a szklarz mi powie co można , a czego nie można zrobić. Chcę jego wkładu, jego wiedzy, jego zręczności, aby ta więź nastąpiła. Do szklarza zawsze podchodzę z dużym respektem, jak do wspaniałego artysty , który do naszego wspólnego dzieła doda trochę swojej twórczości. Żeby nasza współpraca dobrze przebiegała, musimy się wzajemnie słuchać. I wtedy jest pięknie, tak jak dzisiaj.

To rzeczywiście szczęście, że się potraficie tak spotkać i zgrać. Ale w Pani zawodzie nie zawsze tak jest. Czy nie mam racji?

Dokładnie, to cud, taka współpraca jak z Petrem Novotným  lub Petrem Kuchtą  nie zdarza się często. Pracowałam z artystami z innych dziedzin i wiem, że w ten sposób by to nie funkcjonowało. W tym przypadku to działa, ponieważ między nami istnieje wzajemny respekt, szacunek  i  nadajemy na tych samych falach. Jestem bardzo zadowolona, że poszerzyłam swoją wiedzę, chcę tutaj ukończyć kurs szklarski. Chcę się nauczyć dmuchania szkła i podstaw szklarstwa , chcę o tym rzemiośle wiedzieć więcej. Nie chcę się od razu zaliczać do artystów szklarzy, potrzebuję tylko zmaterializować moje wyobrażenie.

Bardzo ładnie opisuje Pani swój stosunek do szkła, a przypomniałam sobie, że już wcześniej współpracowała Pani z Jablonexem, czyż tak?  

Tak, tak, ale było to już bardzo dawno, kiedyś w latach 80. Przygotowywałam dla nich kolekcję biżuterii. Nad tym projektem współpracowałam jeszcze z  Evą Novákovą, ich designerem, pracowałyśmy zarówno ze szkłem jak i z komponentami wtedy dostępnymi.  Dla mnie to jednak były ciągle małe rzeczy, zbyt filigranowe, ja chciałam robić coś większego. Myślę jednak, że powstała bardzo udana kolekcja, a moje pomysły artyści zrealizowali bardzo dobrze. Kolejnym krokiem w kierunku szkła były lata 90. Byłam wtedy tydzień w Jabloncu i objeżdżałam wszystkie manufaktury produkujące szkło, by poznać co robią i jak ta produkcja przebiega. Nawiązywał do tego pokaz w 1995 roku, gdzie już ze szkłem pracowałam, wykorzystałam tam guziki szklane. Cały czas jednak czułam potrzebę tworzenia rzeczy dużych, takich jak dziś.

Dzisiaj na warsztatach razem z Petrem Kuchtą tworzyła Pani biżuterię dla paní Gulliver.  Kiedy będzie można zobaczyć efekty?

Chciałabym je pokazać na Designbloku w październiku .

Na koniec chciałabym zadać proste pytanie, na które odpowiadają wszyscy goście Meet Czech Design. Co dla Pani osobiście znaczy design? 

Myślę, że design jest dla mnie synonimem twórczości, realizowaniem  mych marzeń .  

Odwiedź inne działania

Buty, które zdobywają świat

Zlín, 1.–3. 5. 2014

Tajemnica za szklaną kurtyną

Nový Bor, 13.–15. 6. 2014

Pajęczyna designu

Praha, 8. 9. – 19. 10. 2014

Rozkręć koła designu

Mladá Boleslav, 12.–14. 9. 2014

Mozaika designu graficznego

Brno, 2.–5. 10. 2014